30 kilometrów szarańczy, które zatrzymały Rosjan

Pewnego razu nad stepem leciało stado szarańczy, którego wagę oszacowano na 50 000 000 ton. Żeby stado płetwali błękitnych tyle ważyło, musiałoby składać się z półtora miliona osobników, a kaszalotów musiałoby być trzy razy tyle! Ławica łososi musiałaby liczyć 10 000 000 000 osobników. Wyobraźmy sobie, ile osobników mieściło owe rekordowe stado szarańczy. Było ich ponad 25 bilionów.

Rekordowe stada pozostałych zwierząt w historii wynosiły tylko dwa miliardy w przypadku wymarłych już gołębi wędrownych, a kilkadziesiąt milionów u łososi. Wcale nie mam na myśli przez to, że nie było większych zbiorowisk. Być może w oceanach, które zbadaliśmy mniej, niż księżyc, żyją zwierzęta o potężnych ilościach osobników. Liczne bezkręgowce, które poznaliśmy, łączą się w ogromne ławice bądź stada, jednak wątpię, że szybko poznamy gatunek, którego masa stada przekroczy 50 milionów ton.

źródło: f5.pl

Nic dziwnego, że w czasach historycznych plagę szarańczy uważano za jedną z gorszych plag – taką bowiem była. Może susza niszczyła plony na polach i pozbawiała rzeki wód, jakkolwiek nic nie może się porównywać z najazdem szarańczy. Te roślinożerne owady dostawały się wszędzie i pozbawiały ludzi nie tylko plonów na polach, ale też jakichkolwiek zbiorów zmagazynowanych w szczelnych pomieszczeniach. Co prawda, wody nie eksploatowały doszczętnie, jednakże nawet pozbawiały ludzi dachów od domów, gdyż te były zrobione z siana. Ogromny nalot szarańczy spotkał Amerykę nawet w latach 90.

Ale nikt nie był w stanie ich przewidzieć, ani nawet zauważyć;

Zawsze odnotowywano to za późno.

Spośród dwudziestu tysięcy gatunków szarańczaków, część stanowią pasikoniki, część świerszcze, a resztę szarańczowate. Tych ostatnich naliczono prawie sześć tysięcy gatunków, a kilkadziesiąt z nich zamieszkuje tereny Polski. Nawet u nas zdarzają się okazy szarańczy wędrownej, tej, która była przekleństwem Egipcjan. Jest to dokładnie ten gatunek, który zbiera się w plagi o ciężarze większym niż ludność Polski i odwiedza kraje w celu skosztowania ich żywności. Jednak owady tego gatunku spotykane u nas wyglądają podejrzanie podobnie do zwykłego „konika polnego”.

Cały sekret tkwi w ich niespotykanym cyklu rozwojowym.

Znany, przynajmniej przez niektórych, proces regulacji liczebności populacji u lemingów skutkujący ich zmasowanymi migracjami jest częstym w przyrodzie naturalnym procesem, który zapobiega przegęszczeniu populacji. W wyniku przegęszczenia niektóre zwierzęta ograniczają rozwój organizmu bądź osiągają mniejsze rozmiary, a inne z powodu stresu przestają się rozmnażać, a jeśli już to potomstwo jest wadliwe. W pewnym niemieckim ogrodzie zoologicznym obserwowano, jak małpy zaczęły się mocno krzywdzić nawzajem, co było niewątpliwie wynikiem antropogennego ścieśnienia w jednym miejscu, które zaskutkowało owym przegęszczeniem. Ciekawie rozwiązała przyroda ten problem u pewnych ryb zwanych żaborybami, które w okresie godowym wydają z siebie ultradźwięki. Przypuszczalnie samica składa ikrę w ilości odwrotnie proporcjonalnej do natężenia pisku, którego wysoki poziom jest równoznaczny z tym, że w tym obszarze znajduje się wiele ryb. Wszystko to prowadzi do stabilizacji zagęszczenia, poprzez redukcję liczebności na danym obszarze. A w przypadku przeciwnym, gdy zagęszczenie jest małe, a zasoby środowiska dogodne, osobniki są albo większe, albo jest ich więcej. Natomiast formowanie się potężnych chmar szarańczy jest procesem całkowicie odwrotnym do redukcji przegęszczenia. Nie zależy tu przyrodzie na zmniejszeniu populacji, aby dla każdego starczyło. Mechanizm jest taki, że szarańcze zbierają się w wielkie gromady i poszukują pożywienia ze źródeł zewnętrznych z punktu widzenia ich terenu zamieszkania, czyli z innych obszarów. Co ciekawe, w dawnych czasach nikt nie zaobserwował jednak szarańczy przed ich zjednoczeniem i emigracją…

A przynajmniej tak się ludziom wydawało.

To ten drań w normalnym środowisku.

W rzeczywistości szarańcza wędrowna ma swoją normalną postać małego owada, który skacze po stepie lub po łące tak, jak pasikoniki. Kiedy jednak środowisko przybiera pewne szczególne warunki, wydarza się coś niesamowitego.
Szarańcze są na co dzień samotnikami i żyją sobie zjadając sobie rośliny, które znajdą. Kiedy jednak nadchodzi susza, owady zaczynają się zbierać przy zmniejszonej ilości roślin, jednocześnie zagęszczając populację na tym obszarze. Wtedy właśnie dzieje się jeden z ciekawszych procesów zoologicznych. Owady zaczynają wytwarzać pewien feromon z największym natężeniem. Tenże feromon jest odpowiedzialny za zmianę cyklu rozwojowego szarańczy wędrownej. Samice zaczynają nagle składać dużo więcej jaj, potrafiących przetrzymać kilka lat w glebie, a z nich wylęgają się już nie zwykłe świerszczopodobne robaki, ale potwory o kilkunastu centymetrach rozpiętości skrzydeł, będące w stanie pożreć dziesięciokrotność swojej masy. Niekiedy jest to tylko pokolenie przejściowe, którego potomstwo jest już docelowym niszczycielem. Cały proces wykluwania się z jaj owadów przebiega w piachu, na niezaludnionych obszarach. Z tego powodu satelity, a nawet kamery zawsze wykrywają moment ich wylęgu za późno, a przez wieki nie wiedziano, skąd się owady biorą. Również mogą w glebie magazynować się jaja wielu populacji z przeciągu wielu lat, aby wspólnie wykluć się w najbardziej dogodnym momencie. Kiedy się wylęgną, w postaci larwalnej ich zdolność do lotu jeszcze nie jest rozwinięta, wobec czego chodzą tylko po ziemi podskakując. Na tym etapie łączą się z innymi przedstawicielami gatunku w stada kroczących wędrowców. Prą do przodu, przed czym nie powstrzyma ich żadna przeszkoda. Pewnego razu obserwowano, jak stado larw przechodzi górę drogą prostą, pnąc się po jej wierzchołkach. Wiele z nich ginie, ale reszta po prostu idzie po martwych ciałach. Właśnie martwe ciała szarańczy budowały mosty nad rzekami, po których przechodziła reszta. Nawet zapory podpalone przez ludzi były pokrywane przez owady, które pierwsze w nie weszły, co oddzielało resztę od płomieni. Wydawać by się mogło, że powstrzyma je ocean, choćby taki Atlantyk. Jak się okazuje, stworzenia potrafią nawet przebyć i ten akwen używając ciał utopionych szarańczy jako tratwy. Również spożywają z nich zmagazynowany tłuszcz, robiąc drobne ustępstwo od diety roślinnej, przez co docierają na kolejny kontynent.


Plaga szarańczy, czyli ostatni zajazd na Lubelszczyznę – historia przyrodnicza z 1859 została uwieczniona na kamieniu w parku w Zwierzyńcu i był to najnowszy zanotowany przypadek w Polsce. Wcześniej wielokrotnie szarańcze przelatywały przez Europę, jak i przez Polskę, Ukrainę, a tysiące lat temu przodkowie tych zwierząt również prowadziły taki tryb życia, o czym świadczą ich ciała zamarznięte w lodowcach górskich. Były wtedy zapewne zwiewane przez zamieć i trafiały w zamarznięte obszary. W roku 1878 natomiast armia rosyjska pod dowództwem generała Łazarowa spotkała się z kuligiem szarańczy o długości 30 km i szerokości, która nie pozwalała na obejście jej. Zdecydowali się przezwyciężyć owady, co skończyło się tym, że te oblazły ich równomiernie i były nawet w lufach karabinów.

Łącznie blokowały ich przez 45 godzin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.